Szukaj u nas

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kochalscy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kochalscy. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lipca 2017

Zdrowa opalenizna. To nie mit

Dla wszystkich, których natura nie obdarzyła śniadą cerą. Dla wszystkich, którzy męczą się okrutnie, żeby złapać choć trochę słońca. Dla wszystkich, którzy chcieli by usłyszeć "Jaka opalenizna... Wracasz z urlopu?". Dla wszystkich, którzy lubią dbać o swoją skórę. Dla was właśnie mamy dobrą wiadomość.

Sun Care Super Tan Activator 3 in 1

Nasza ukochana Pupa Milano wypuściła ponownie na polski rynek aktywator opalenizny. Pojawił się w zeszłym roku w niewielkiej ilości jako limitowana seria. Dzisiaj jest w stałej ofercie. Ja ogromnie się cieszę. Kilka moich przyjaciółek oszalało na punkcie tego produktu. Klientki, które miały okazję testować aktywator w zeszłym roku - dzisiaj wracają, pytają nieśmiało. Mogę z uśmiechem odpowiedzieć "Jasne, że jest!" :)

Zapytacie, co takiego wyjątkowego jest w Sun Care Super Tan Activator 3 in 1, że ma stać się lekiem na nasze letnie kłopoty opalaniem się. 

Wyobraźcie sobie, że jedziemy na wakacje. Te wymarzone. Chcemy, żeby nasze nogi nie świeciły bladością. Tyle, że dwa dni z wykupionych wczasów spędzamy w podróży. Pierwszego dnia, chcąc nadrobić stracony czas, zajmujemy strategiczne miejsce przy basenie. Cały dzień na słońcu, bosko. Jak to się zwykle kończy dla naszych środkowoeuropejskich ciał? A no zwykle czerwonymi plamami na skórze. Piekącymi przy najdrobniejszym ruchu. Kolejne dni spędzamy szczelnie okryci pod parasolem. O reszcie mało przyjemnych konsekwencji nie wspomnę.

Cofnijmy się kilka kroków w naszej opowieści. Jesteśmy parę dni przed wyjazdem na wymarzone wakacje. Sięgamy po aktywator opalenizny. Wystarczy nałożyć bardzo przyjemny balsam na całe ciało i twarz. Zupełnie się nie klei. Ma subtelnie kokosowy zapach. Sama przyjemność. Przewińmy podróż i kwaterunek. Przed zajęciem pozycji na leżaku koniecznie używamy filtra. Efekt pożądanej pięknej, zdrowej opalenizny mamy murowany.

Marka zadbała o bardzo dobrą ochronę naszej skóry, wprowadzając świetną serię filtrów przeciwsłonecznych. Sama, jako etatowa córka młynarza, używam SPF 30 w sprayuMimo filtra, mimo tego, że urlop jeszcze daleko i pozostają mi spacery - moja skóra już odwdzięcza się ślicznym wakacyjnym odcieniem. Po raz pierwszy w życiu kontakt z mocnym słońcem nie oznacza ognistej czerwieni, która zamieniała się w opaleniznę zdecydowanie zbyt długo ;)

Moja strategia opalania? Wieczorem aktywator. Przed lenistwem na leżaku, szybka aplikacja filtra. Wystarczy pół godziny na słońcu w sobotę, później spacer w krótkich spodenkach. Kolejna rozsądna kąpiel słoneczna w niedzielę. Moja skóra nabiera oczekiwanego brązowego koloru. Dla mnie to zdecydowanie kosmetyk, bez którego nie wyobrażam sobie już lata.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Tusz z Pupy. Co on robi proszę Pani?

Świetnie pracuje się w Perfumerii z kosmetykami włoskiej marki Pupa Milano. Na większość waszych, obecnych czy przyszłych zachcianek, spece mediolańskiej laleczki już znają odpowiedź. Doceniam to na każdym kroku. Ciekawy nowatorski makijaż, aby olśnić koleżanki - bardzo proszę. Odlotowy lakier do paznokci z pędzelkiem wygodnym nawet dla bardzo początkującego manicurzysty - nie ma sprawy. Klasyka do biura, żeby się nie rzucać nadmiernie w oczy - jasne. Często sięgam do przepastnej czarno czerwonej szafy. Zazwyczaj znajdujemy w niej coś wartego uwagi, z czym wracacie do domu. Ja jestem spokojna o świetną jakość produktu. Wszyscy zadowoleni :)



Pupa znana jest także z wyśmienitych tuszy do rzęs. Ostatnio naliczyłam aż 6 różnych typów. Całkiem sporo. Wszystkie w designerskich minimalistycznych opakowaniach. Większość w wariancie ekstremalnej czerni. Codziennie mnie pytacie, czym różnią się od siebie. Co one robią, Pani Karino? 

No dobra. Mnie nie trzeba długo prosić. Trochę rozjaśnię temat. W końcu dobry, odpowiadający nam tusz, to ważna sprawa. Zacznijmy od 3 pierwszych produktów z naszej półki

Na rozgrzewkę najprostszy przypadek. Ultfraflex Mascara to specjalistka od wydłużania i zakręcania rzęs. Tusz niezwykle bogaty w cząsteczki odpowiedzialne za modelowanie. Do tego obdarzony sprytną szczoteczką. Ma z jednej strony szczoteczki krótsze, z drugiej dłuższe włoski. Jedna strona rozprowadza tusz od nasady włosa. Druga strona rozczesuje oraz układa. Jeśli potrzebujesz dokładnie uczesać, podkręcić i wydłużyć rzęsy, a nie zależy Ci na grubości - jest idealna.

Ultfraflex Mascara
Ultfraflex Mascara

Jedna z bardziej rozpoznawalnych linii kolorowych kosmetyków marki to Vamp! Oczywiście tusz znalazł się wśród całego bogactwa cieni, róży i podkładów tej serii. Występuje w wielu kolorach, nawet tak szalonych jak fiolet. 
Co potrafi Tusz Pupa Vamp!? Maksymalnie pogrubi Twoje rzęsy, doda im efektownej objętości. Woski połączone ze składnikami modelującymi pozwalają na lekkość oraz sprężystość. Jeśli nie oczekujesz efektu kilometrami ciągnących się, wywiniętych rzęs. Wolisz dobrze ujarzmione, gęste, grube firanki - wybierz Vamp! 

Vamp!
Vamp!


Dla porządku od razu wyjaśniam. Pupa Milano proponuje zwykle zdecydowane, mocne akcenty w makijażu. Kochają je również wielbicielki włoskiej marki. W linii Vamp! zaproponowała nam bezpiecznie ekstremalny Vamp! Extreme. Wszystkie zalety starszego rodzeństwa doprowadza do granic efektowności. Dla tej młodej buntowniczki każdy kolor jest dobry pod warunkiem, że to czerń. Czerń czarna, jak najczarniejsza być może. Faza wodna w połączeniu z woskami otuli Twoje rzęsy. Będą lekkie, niezwykle gęste, pogrubione i atramentowo czarne. Podobnie, jak Vamp!, ani nie doda im spektakularnie długości, ani mocno nie podkręci.

Vamp! Extreme
Vamp! Extreme

Na dziś wystarczy. Zapamiętajcie

Uff... 




poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Naga i opalona

Jak na człowieka, który mógłby grać w filmie Powrót córki młynarza, dużo ostatnio uwagi poświęcam opalonej skórze. Przecież zdecydowanie, stale i uparcie szukam schronienia w cieniu, zaopatrzona w słusznej jakości faktor przeciwsłoneczny. Mam także bogate, czasem dosłownie kolorowe, doświadczenie z preparatami samoopalającymi.

Poprzednim razem pisałam o mojej przygodzie z pudrem Vita Liberata. W tym tygodniu dotarła do nas marka, córka Vity Liberaty, NKD SKN Self Tan. Naturalnie nie obyło się bez przygód. ;)

NKD SKN Organiczna Pianka samoopalająca


Do testowania piankę otrzymała dziewczyna z naszej perfumeryjnej załogi. Również miłośniczka zacienionych rewirów. Dodatkowo posiadająca bogatą kolekcję anegdot o fatalnych skutkach stosowania samoopalacza na sobie samej. Testerka idealna.

Znałam jej doświadczenia. Z tym większą niecierpliwością oczekiwałam na efekt naszego kochalskiego eksperymentu.

Pewnego dnia zadzwoniła. Odebrałam pospiesznie telefon.
- Użyłam - padło po drugiej stronie.
- I co? - zapytałam z lekką niepewnością. W zasadzie spodziewałam się każdej odpowiedzi. Łącznie z delikatną awanturą.

Ku mojej wielkiej uldze usłyszałam, że nakłada się dobrze i bez problemowo. Rękawica sprawdza się w akcji. Chroni dłoń przed niechcianą koloryzacją. Trochę straszy ciemny kolor pianki. W momencie aplikacji wywołał lekkie palpitacje u naszej bohaterki. Później okazało się, że cały nadmiar barwnika ładnie się spłukuje. Pianka wchłania się i schnie ekspresowo. Zostawia na skórze przyjemny, lekki filtr.

Suma summarum jest naprawdę przyzwoicie. A nawet świetnie. Kosmetyk nie ma charakterystycznego zapachu, którego tak nie lubimy. Nadał skórze równą, lekką opaleniznę. Żadnych smug. Żadnych plam. Wszystko równo, gładko i przyjemnie. Magia.

Skierowana do wiecznie zabieganych dziewczyn linia NKD SKN Self Tan kusi ekspresowym efektem, przy niewielkim nakładzie sił. Szczyci się także naturalnymi składnikami nawilżającymi skórę.

Mówią, że to wakacyjna opalenizna w butelce, którą możesz zabrać ze sobą wszędzie. Zgadzam się. Młodsza marka Vity kupiła naszą przychylność. Przy okazji dodając nam nieco słonecznego blasku :)




niedziela, 13 marca 2016

Jeroboam esencja magii perfum

Jak odnaleźć wspólny mianownik produktów firmowanych jednym logiem? Przeglądając nasze perfumeryjne półki czasem trudno złapać kontekst. Jedne marki mają podobny styl butelek. Inne gustują w bazowym zestawie esencji, z których tworzą małe dzieła sztuki. Czasem zaskakujące odmiennością kolejnych kompozycji, czasem przyjemnie stopniujące swoim miłośnikom natężenie ulubionego stylu.

Jeroboam Origino Parfum

U Kochalskich pojawiła się nowa marka Jeroboam Paris. Nazwa intrygująca. Z jednej strony związana z historią biblijną o królu odstępcy. Z drugiej strony to francuska miara objętości butelki wina. Może raczej butli - 3 litry to nie przelewki. :) Historia starożytna i kwintesencja francuskości. Niezwykle przewrotne połączenie. Prawda?

Przewrotność jest poszukiwanym dzisiaj clue, firmy założonej przez Francois Henin'a. Mówi, że ich zapachy są skrojone na miarę współczesnych miejskich nomadów. Pięć kompozycji w identycznych minimalistycznych czarnych flakonach, zwieńczonych oszczędnymi złotymi korkami. Piękne nawiązanie do Art Deco widoczne jest zarówno w liternictwie, jak i szlachetnym prostym projekcie butelek. A co wewnątrz? Poezja. Pięć tomów potyczki współczesności z klasyką. Każdy z nich opowiada odmienną barwną historię.

Origino w Esperanto oznacza pochodzenie. Zapach obdarzony tym imieniem w języku uniwersalnym - sięga początków koczowniczego życia ludzi. Tyle, że nie mamy czego szukać w inspiracjach ciężkimi zapachami wschodu i południa. Zapach jest lekki. Przejrzysty. Przyjemnie ciepły. Delikatnie cierpki. Lekko pikantny. Subtelny a skomplikowany. 


Oriento to mieszanka nowoczesnego wydania piżma oraz ponadczasowej kombinacji róży z oudem. Bogate, soczyste nuty róży przenikają serce, spajając ciepłe żywice słodkich królewskich kwiatów z egzotycznym i zmysłowym piżmem. A oudowa ciemna otoczka uwypukla przyciąganie się przeciwieństw.

Jeroboam Hauto Parfum

Henin, opisuje wanilię jako "bezwzględną broń uwodzicielskich dusz". Insulo jest więc bronią niebezpiecznie gładką i skuteczną. Kremowa, bogata wanilia przyprawiona wprawną ręką artysty gwarantuje precyzję oraz celność wrażenia. Intryguje. Niebanalnie inkrustowana jaśminem rękojeść, spoczywa harmonijnie w piżmowym futerale.

Hauto, to tyle co skóra. Opowieść o bywalcach kabaretów paryskich w szalonych latach dwudziestych. Pielęgnowali oni rytuał perfumowania wszystkich intymnych miejsc. Perfum to hołd złożony intymnemu rytuałowi. Bezwstydnie pociągająca kompozycja wyrazistych cytrusów i soczystych ananasów, których owocowa eksplozja otwiera nas na moc tuberozy. Nuta kochanki nocy jest wyrazista, lekko owinięta w tkany płatkami róż orientalny szlafrok. Jego bogaty ornament jest wyszywany nićmi egzotycznych przypraw. Delikatne akordy piżma, nieśmiało zsuwają atłas z ramion.

Jeroboam Miksado Parfum

Miksado jest absolutnie wyjątkowa, to harmonijna kompozycja owoców, nut korzennych oraz leśnych. Szlachetne żywiczne labdanum wydobywa śmiało drogocenny szafran, lekko muśnięty goryczką bergamotki. Pikanteria geranium osładza się w ciepłym blasku wanilii, piżma, paczuli, rozpalonych drzewem cedru i Gaiacu.

Co jeszcze? A pisałam, że to wszystko czyste perfumy? Niebywale trwałe. Oszczędnie aplikowane na skórę rozwijają się wiele godzin, trwając i trwając i trwając. Flakony 30 ml zostaną z Wami na długo, zdobiąc honorowe miejsce toaletki. Jestem pewna, że na to w pełni zasługują.

sobota, 20 lutego 2016

Hiram Green, czyli czysta naturalna zieleń

Lata w branży zamiast pogrążać w rutynie, rozbudzają stale zmysły. Tak mamy. Ciekawi jesteśmy wszystkich możliwych kompozycji znanych nut. Wyobrażacie sobie ich szaloną liczbę? Nas to oszałamia! Nie twierdzę, że zawsze natrafiamy na perły, czasem zwyczajnie na wieprze. Zdarzały się testy zapachów, którymi można było skutecznie odstraszyć, nawet największych miłośników niszowych zapachów. Na szczęście większość związanych z tym anegdot, wywołuje w Perfumerii szeroki uśmiech. Wpadnijcie czasem do Pszczyny - coś opowiemy.

Natomiast... Ze dwa tygodnie temu zakosztowaliśmy zapachów mgliście znanej nam wtedy marki Hiram Green. Przyszło pudełeczko. Była odpowiednia celebra. Powolne smakowanie. Śledzenie, jak zapachy się rozwijają. Jak są trwałe. Czy odnajdą się dobrze w duchu naszej Perfumerii?

http://oryginaly.com/Hiram Green

Odnalazły się nadspodziewanie fantastycznie. Wszystkie trzy kompozycje. Produkowane w krótkich seriach. Zapakowane w proste flakony ukoronowane klasyczną stylową pompką. Ubrane w nowocześnie minimalistyczne logo - imię i nazwisko człowieka, który stoi za naszym nowym odkryciem.

Hiram Green

Inspiracja marki - alternatywa dla dostępnych powszechnie zapachów opartych na syntetycznych esencjach. Natura jest źródłem uroku i siły piekielnie trwałych charakternych zapachów spod szyldu HG. Nieprzypadkowo Hirama ogłoszono w 2015 roku najlepszym twórcą perfum opartych na organicznych składnikach.

Trzy identyczne niemalże flakony perfum. Trzy różne krainy. Trzy dalekie podróże dla naszej wyobraźni.

Moon Bloom jest kwintesencją tropikalnej tuberozy, absolutu jaśminu oraz ylang-ylang. Kwiaty otulone nutami kokosowymi. Chłodem zielonych liści. Pikanterią egzotycznych przypraw. Dymem żywic.

Shangri La eksploduje gwałtownie nutami cytrusów. Spada deszczem aromatów brzoskwini, jaśminu, róży, irysa - rozgrzanymi pikanterią przypraw. Zrasza ziemię wypełnioną chłodnym wetiwerem oraz dębowym mchem. 

Voyage to oda do egzotycznych tajemniczych Indii. Mocne otwarcie mieszanką świeżych najszlachetniejszych cytrusowych nut. Serce kompozycji zaprzedało się złotym kroplom ciepłego bursztynu. Bazę stanowi mięsisty zamsz o waniliowej duszy.

Ludzie - tacy, jak Hiram Green - nadają naszej pracy bezcenny dreszcz emocji. Czujemy się znów dziećmi, które spodziewają się czegoś nowego, otwierając kolejne drzwi.

wtorek, 19 stycznia 2016

Perfumeryjny przegląd roku 2015

Od kilku lat siadamy po bożonarodzeniowej zawierusze przy stole, całą perfumeryjną ekipą. Stół nie koniecznie trafia się nam okrągły, zwykle również nie prezydialny. Czasem nie mamy też stołu... ale to inna historia. W każdym razie spotykamy się, żeby podsumować własne, ale też klientów zachwyty produktowe ubiegłego roku. Styczeń jeszcze jest. Nam udało się zebrać. Stół był. Znalazła się też dobra dusza, która zaserwowała nam kawę i jeśli można się przyznać - to również mały deser. :)

Efektem niewielkich dyskusji, delikatnych przekomarzań oraz jednej dość sprawnie ugaszonej kłótni jest perfumeryjna lista przebojów. Ubiegły rok okazał się dość płodny pod kątem odkryć, które zdobyły nasze serca, twarze, czy też nosy. Nie traćmy więc czasu.

www.oryginaly.com

Erba Pura Sospiro

Stawkę otwiera jednogłośnie zapach włoskiej marki. Kompozycje firmy trafiają w punkt. Natomiast ta woda, której nazwa kieruje nas na czystość, esencjonalność i eteryczność składników - to jest absolutny przebój. 

http://oryginaly.com/Erba Pura EDP


Tsukika Menard

Niech sobie będzie, że jesteśmy tendencyjnie nudni. Trudno. Mamy wiele wyśmienitych kosmetyków z całego świata - a to Japońska seria jest kolejny rok naszym everlastem na liście. Zwłaszcza pianka do mycia twarzy.

http://oryginaly.com/Menard Tsukika


Almond Blossom Korres

Kwiat nawilżająco-odżywczy z kwiatem migdałowca ma już u Kochalskich rzeszę wiernych fanek. Uspakaja cerę, odżywia mocno. Do tego jest naturalny, wykonany z dbałością o optymalne wykorzystanie sił natury. Obala mit, że naturalne kosmetyki nie działają.

http://oryginaly.com/Korres Kwiat Migdalowca


Made to Last Pupa Milano

Podkład, który faktycznie zrobiono by trwał. Twarz wygląda świetnie, makijaż pozostaje na swoim miejscu. Może śmiało konkurować w wieloma flagowymi podkładami droższych marek, nie ustępując im, a nawet prześcigając jakością.

http://oryginaly.com/Pupa Made to Last


More Than Words Xerjoff

Kiedy pojawił się u nas, nuciliśmy wiadomą piosenkę. Klienci podłapali melodię i zapach. Tak, to mocna pozycja w tym podsumowaniu. Lalalaa... Moreee than wooooords...

http://oryginaly.com/Xerjoff JTC More Than Words


Etoile Parfum Fragonard Parfumeur

Elegancki zapach inspirowany kultową broszą prowansalskich dam. Dokładnie tak, jak biżuteria, daje ostateczny rys wizerunkowi kobiety. Nasze klientki doskonale o tym wiedzą. :)

http://oryginaly.com/Fragonard parfumeur Etoile Parfum


Terra del Sol 

Brązery, które przywracają blask słońca na naszej skórze. Można je stosować do całego ciała, twarzy. Dodatkowo duży wybór odcieni, pozwala na precyzyjne dobranie kosmetyku. 

http://oryginaly.com/Terra del Sol


Palissandre d’Or Aedes de Venustas

Zapach, który poza przepięknym stylowym flakonem - od razu rozpoznawalnym przez miłośników marki - zawiera w sobie innowacyjny, niezwykle harmonijny zapach drzewny. Cudownie się rozwija i trwa na skórze. Świetna nasza premiera ubiegłego roku.

http://oryginaly.com/Aedes de Venustas Palissandre d'Or

Black Volcanic Mascara Korres

Niekoniecznie czarna maskara greckiej marki, która po raz kolejny udowodniła, że to co naturalne może działać świetnie. Rewelacyjnie utrzymujący się tusz o intensywnym kolorze. Daje efekt powiększonej objętości rzęs i dba o nie.
http://oryginaly.com/korres Tusz Black Volcanic Minerals


Miranda Fragonard Parfumeur

Przepiękna kompozycja dla miłośniczek nut wanilii i kokosu. Dobrze zrównoważona. W objętości, od której kręci się w głowie. :)

http://oryginaly.com/Fragonard Parfumeur Miranda


Sexy Mama The Balm

Puder matujący, który jak na Amerykanów przystało, całą kwintesencję jakości i radości z użytkowania zawiera w nazwie. Świetna jakość w stylowym pudełku. 

http://oryginaly.com/The Balm Sexy Mama


Toujours Fidele Homme Fragonard Parfumeur 

Męska kropka nad i. Woda dla uwodzicieli. Woda dla obiektów pożądania. Zdaje się, że jest już to prawda powszechna oraz udowodniona. Każdy zapas tej wody zostaje migiem wykupiony w naszej Perfumerii. :)
http://oryginaly.com/Fragonard Parfumeur Toujours Fidele Homme

A co Wy odkryliście dla siebie w ubiegłym roku? :)

środa, 6 stycznia 2016

Legenda lat trzydziestych - 'Eight & Bob'

Woda perfumowana z historią, jak żywcem wycięta z filmowego scenariusza. Perełka, na którą czeka się w tej pracy.
http://oryginaly.com/eightbob

Twórca zapachu - Albert Fouquet - żył w pierwszej połowie XX wieku we Francji. Wielką pasją Alberta, wywodzącego się z arystokracji, było tworzenie kompozycji zapachowych. O jego ogromnym talencie niech świadczy fakt legend, jakie krążą o jego dziełach, po dzień dzisiejszy.
Nie sprzedawał perfum. Zapachy tworzył tylko dla własnego użytku. Przygotowywał je pieczołowicie w swoim domu. Wspierał go i wiernie mu asystował lokaj rodziny - Philippe. 
Eksperymentował. Bawił się. Intrygował. Zapachy wabiły znamienite nosy francuskiej śmietanki towarzyskiej, wśród której się obracał. Domagano się możliwości zakupu perfum. Fouquet jednak odrzucał wszelkie prośby i potencjalne zamówienia. Wyobrażam sobie, jak mogło go to bawić. Może trochę zaspakajał swą próżność. Pewnie z lekką satysfakcją, swoimi odmowami, niektórym ucierał nosa. Możemy się tylko domyślać.
Pewnego dnia, a raczej wieczoru, poznał młodego Amerykanina - Johna F. Kennedy’ego. Spędzał właśnie wakacje na starym kontynencie, podróżując cadillakiem po francuskiej Riwierze.
Kennedy’ego także zaintrygował jeden z zapachów stworzonych przez Alberta. Fouquet z kolei uległ urokowi młodego turysty i ofiarował mu fiolkę zapachu w geście sympatii.
Przyszły prezydent zabrał prezent ze sobą do Ameryki. Kompozycja spodobała się tak bardzo, że John zamówił u twórcy kolejne próbki. Poprosił o 8 sztuk dla swoich przyjaciół i jeszcze jedną dla Boba (Robert F. Kennedy) - jeśli wystarczy esencji. Prośba została zrealizowana niezwykle pieczołowicie. Starannie wyszukane szklane fiolki wypełnione perfumą udały się w podróż przez Atlantyk. Zapach zaś - dzięki nietypowemu zamówieniu Kennedy'ego - zyskał przepiękną nazwę.
Wynalazek Alberta staje się niezwykle popularny wśród ówczesnych gwiazd Hollywood. Zamówienia płyną do Francji od Cary'ego Granta, James'a Stewarta. 
Tu następuje dramatyczny zwrot akcji. Albert ginie w wypadku wiosną 1939 roku w pobliżu Biarritz. Jeszcze przez kilka miesięcy wodę kolońską produkuje oddany lokaj. Jednak początek wojny kończy na wiele dziesięcioleci historię zapachu 'Eight & Bob'. Ostatnia partia wędruje ukryta w książce z wyciętymi w środku stronami. Perfumy niczym szpiegowski mikrofilm. 
Recepturę, proces przygotowania wody kolońskiej przechowuje przez całą wojnę Philippe. Dzięki jego rodzinie po kilkudziesięciu latach można odtworzyć zapach, który zdobył serce JFK. Legenda odżywa.
Cały romantyzm, piękność i szaleństwo niesamowitych lat trzydziestych - zamknięte w prostym flakonie - tak bardzo pożądanym przez mężczyzn na całym świecie. 

czwartek, 17 grudnia 2015

Podstawy fundamentalne Rubini

Drewniane ściany włoskiego domostwa od pokoleń są świadkami kwiecistych miłości, cytrusowych uniesień i cierpkości życia bergamoty. Ściany porasta winorośl uginająca się od słodkich aromatycznych owoców. To one stają się osią naszej pamięci. W salonie pachnie zamsz, którym obity jest nasz ukochany fotel. W powietrzu unosi się lekkie niedomówienie, upalne popołudnie. Otwieramy szeroko cedrowe okiennice, spoglądając na zieleń wetiweru i przestrzeń, jaką otwiera przed nami. 

https://www.facebook.com/PerfumeriaNiszowaKochalscy

To opis zapachu, który pojawił się ostatnio w Perfumerii. Taki jest Fundamental. Pierwsza kreacja nowoczesnej marki Rubini pochodzącej z Werony. 
Stworzony ze wspomnień lat trzydziestych ubiegłego wieku. Z sylwetki nestora rodu -Pietro Rubiniego. On to najpierw prowadził mały sklepik na przedmieściach. Z czasem otworzył perfumerię w centrum miasta, do której zaglądali aktorzy opery, skuszeni przez niego próbkami farb do makijażu scenicznego, które wśród nich rozdawał. Wokół postaci, tego pracowitego, ale też barwnego człowieka, powstało wiele legend, przechwałek oraz anegdot.

http://oryginaly.com/rubini-profumi/

Flakon pionierskiego zapachu, jest bezpiecznie umieszczony w muszelce z włoskiego tworzywa Glebanite®, które powstaje z recyklingu kadłubów jachtów. To oryginalne opakowanie powoduje, że butelka jest jednocześnie bezpieczna a jednak otwarta. Niby zabudowana resztkami przeszłości a równocześnie na wskroś nowoczesna. 
Zgodnie z konceptem całej marki. Opieramy siłę teraźniejszości na fuzji doświadczenia, wspomnień oraz naszych dążeń. 

wtorek, 1 grudnia 2015

Korres rozgrzewa myśli

Kilka ostatnich dni nie zachęca mnie szaleńczo do wychodzenia z domu. Jednak codziennie dzielnie zawijam się po uszy szalem, naciągam czapkę na oczy i daję się porwać pogodzie za oknem. Muszę przy tym wyglądać, jak niesiony wiatrem ozdobny wełniany pompon.

http://oryginaly.com/


W trudne poranki potrzebuję wprowadzić odrobinę harmonii. Dopieścić się. Parzę kawę w ukochanej osmolonej kawiarce. Jem coś z menu na dni beznadziejne i wymagające dodatkowej czułości. Macie takie ukochane potrawy, które witacie na stole z dziecięcą radością?

Nie starcza już czasu na wysiadywanie w obłokach piany wydobywających się z wanny. Biegnę pod ciepły prysznic z wypełnionym olejkami żelem Korresa. Mogę się rozkoszować chwilą przestrzeni tylko dla mnie. Zamykam oczy. Oddaję się wielkiej przyjemności. Zapach słodkich i gorzkich cytrusów roznosi się w całej rozgrzanej łazience.

Na te kilkanaście minut porannej pospiesznej toalety zmieniam mikre mieszkanko w śródziemnomorski gaj. Rozgrzany, soczysty swoimi owocami. Czuję ciepłe promienie greckiego słońca na twarzy. Głęboko lekko oddycham. Moment relaksu ładuje mnie pozytywnie na resztę dnia.

wtorek, 24 listopada 2015

Porto Cale i hodowla storczyków

W sumie nie mam w domu kwiatów. Jedyna roślina, która jest w stanie przeżyć moje wielodniowe nieobecności w mieszkaniu, to mięta. Pozwoliłam jej kompletnie zdziczeć. Nie będę załączać tu jej zdjęcia. Jest kompletnie niewyjściowa.

Co innego kwiaty moich znajomych. Storczyk przepięknej struktury - delikatny i lekko mroczny - jak grecka legenda jego narodzin. Zapach, którym można oddać złożoną ulotność kwiatów pozostaje natchnieniem twórców od stuleci.

http://oryginaly.com/

Rzuconą rękawicę podjęła Castelbel Porto, manufaktura mydeł i zapachów dla ciała oraz domostw. Jej siedziba mieści się na drapieżnym, acz romantycznym wybrzeżu Portugalii. W krainie oliwnych gajów, wina i Atlantyku.

Skomponowali Black Orchid jeden z zapachów luksusowej serii Porto Cale.

Przepiękny efekt otrzymano z połączenia nuty zielonych, soczystych liści i serca gęstego i ciepłego jaśminu i ylang-ylang. Cała kompozycja otoczona nutami bursztynu i drzewiastego fioletu zapewnia piękne i intensywne doświadczenia.

Niebanalny przedmiot wnoszący w nasze progi całą ferie doznań zmysłowych. Wart uwagi. Godzien polecenia dla miłośników mrocznych kwiatów - niekoniecznie zwolenników własnej przyrody parapetowej. ;)

niedziela, 22 listopada 2015

W poszukiwaniu idealnego zapachu. Erba Pura Sospiro

Po tylu latach poznawania, uczenia się rozmaitych zapachów, może się wydawać, że trudno jest zachwycić. Wielką przyjemność sprawia moment, w którym - jak dzieci - pozwalamy się zaskoczyć i porwać kolejnej kompozycji.

Taka ekscytacja towarzyszy perfumom włoskiej marki Sospiro. W luksusowym flakonie, zainspirowanym skrzydłami motyla, ukrywa się magiczna siła. Nazwa, oznaczająca Czystą Trawę, przynosi wspomnienia dni błogiego relaksu, delikatnego słonecznego ciepła. Uczucia, kiedy twarz muskają psotne refleksy światła, łaskoczą źdźbła młodej trawy.

http://oryginaly.com/


Niesamowita moc cytrusowych, bergamotowych goryczy. Bogactwo śródziemnomorskich sadów. Ziołowa hinduska esencja środka. Wszystko rozsypane na waniliowej tacy ambry i białego piżma.

Gładki otulający i zniewalający zapach. Porzucony szal, na który opadła mgiełka Erba Pury, pachnie jeszcze wiele dni później, zaskakująco. Znamy przypadki osób, które zamilkły, jak zaczarowani, pod wpływem kompozycji z warsztatu Sospiro.

Jeśli jesteś miłośnikiem nut lekko wypełnionionych słodyczą, aksamitem i powietrzem jednocześnie. To jest dokładnie to, czego możesz szukać. Odkryjesz czystość, krystaliczne  rozświetlające ciepło. My jesteśmy kupieni, całkowicie. 


czwartek, 19 listopada 2015

Tsukika nad Jeziorem Bodeńskim


Nie wiem, jak u Was. U mnie rozgościł się na dobre listopad. Cały dzień z nieba coś ciekło. Musieliśmy odkręcić na dobre ogrzewanie w Perfumerii. Zebrało mi się na wspominki podróży wiosennych. Przyroda zapowiadała całą obfitość lata. Miało się nadzieję na dłuższe dni.

W marcu wylądowałam na wycieczce nad Jeziorem Bodeńskim.
 Zupełnie zaczarowało mnie Lindau. Miasto latarni i XVIII wiecznych uliczek. Wszystko było idealne. Światło. Lekka mgła. Spokój miasta w środku tygodnia, grubo przed sezonem wycieczkowym.

https://www.facebook.com/PerfumeriaNiszowaKochalscy

Nawet nie wiecie, jak trudno było przywołać te wspomnienia o szóstej rano w listopadzie. Za oknem kompletnie ciemno. Przestało wiać, więc zaczął padać deszcz na resztki liści błyszczących w świetle latarni. Mnie na jesienną powolność pomaga ciepły prysznic. Trzeba zmyć resztki snu. Chyba nawet była taka piosenka... 

No nic. Z zaciśniętymi powiekami, pod którymi miałam jeszcze widok Bodensee powlekłam się do łazienki. Po omacku znalazłam znajomą tubkę z matowego tworzywa. Malutką porcję w momencie spieniam na delikatną kremową piankę. Relaksujący masaż twarzy. Po spłukaniu wodą znane uczucie czystości. No i zapach, którego nie można pomylić.

Może to nie Lindau wiosną, ale Tsukika jesienią. Jednak prościej było się obudzić, a moja skóra też ma się wyjątkowo dobrze. Dobrze, że są małe przyjemności, które można zabrać ze sobą wszędzie.

Znajdziesz tu: http://oryginaly.com/

czwartek, 27 czerwca 2013

Aedas de Venustas w naszej perfumerii

Jest!!! Dotarła paczka.

Dzisiaj otworzyły się drzwi butiku w Nowym Jorku. Rozsunęły się głęboko bordowe tkaniny, posypało złoto, rozkwitły kwiaty. Porywam flakony. Odbędę podróż z zamkniętymi oczami - siedząc w fotelu.

Na razie flakony przenoszą mnie do stylowych lat dwudziestych, jak maszyna czasu zakupiona na pchlim targu od tajemniczego człowieka.

Zobaczymy, czy wrócę z tej wyprawy do tajemniczego ogrodu. ;)




Znajdziecie je: http://oryginaly.com/



wtorek, 28 maja 2013

Menard Cosmetic Serum Colax

Menard to marka działająca od 1959 roku. Znana jest na świecie ze swoich innowacji. Niezwykle ceniona i bardzo, baaaardzo wysoko pozycjonowana. Linia Colax (serum i krem pod oczy) - właściwie wystarczy powiedzieć słowo kolagen i wszystko wiadomo. Kolagen linii Colax po pierwsze rozpuszczalny, po drugie wzbogacony specjalnymi enzymami, dzięki którym przenika i stymuluje fibroblasty. Do tego kropka nad i - dodany kwas hialuronianowy. Wiem, że wszędzie go teraz pełno, ale takie połączenie to dla mnie mistrzostwo. Serum dostarczając naszej skórze tych składników, powoduje pobudzenie produkcji kolagenu, którego brak jest dotkliwie widoczny.


http://www.facebook.com/




Mogę dziś śmiało napisać, co myślę o tym produkcie. Testuję go od prawie dwóch miesięcy. :) Podpytywałam najpierw delikatnie zaprzyjaźnione osoby, jakże to wyglądam. Może to mało marketingowe, ale mam kilkoro ludzi, którym mogę zaufać. W dodatku ich szczerość nie zawsze ma dobre strony... Tym bardziej, że moja cera, to suche i czasem złośliwie uwrażliwione (teraz dodatkowo pozbawione kosmetyczki) zaczerwienione COŚ.

Serum używam rano, na oczyszczoną twarz,, w ilości dwóch ziarenek ryżu,  czyli malutko. Po 36 dniach zużycie to 1/5 buteleczki. Rozprowadza się szybciutko i delikatnie bez zbędnego rozciągania skóry. Zastrzyk nawilżenia to pierwsze, co się czuje i to poczucie towarzyszy mi przez kilka kolejnych godzin. Cera się błyszczy, wręcz lśni - więc zakrywam to subtelnym podkładem albo tylko pudrem ryżowym, sypkim  marki T.Leclerc. Efekt musi być dobry, skoro  zaprzyjaźnione klientki pytają czego używam... Sami przyznacie.
Serum nakładałam pod oczy. Jako, że nie odczuwałam niczego wielkiego, w tej chwili stosuję bliźniaczy krem. Uważam, że strefa wokół oczu wymaga specjalnego traktowania. Krem pomimo wewnętrznego nawilżania pozostawia skórę suchą, co jest bardzo korzystne w momencie nakładania makijażu. Szczególnie kiedy się śpieszymy, a niesforny tusz odbija się na mokrym i tłustym podkładzie z kremu.

Zachęcam do zapoznania się z tymi wybitnymi kosmetykami, o których w Polsce cichutko. W wielkim świecie należą do bardzo pożądanych produktów pielęgnacyjnych.

Znajdziesz je tu: http://oryginaly.com/






sobota, 25 maja 2013

Hedonist Viktoria Minya

Kolejna zdobycz, która zagościła na półce w mojej Perfumerii. Oczywiście znajomi wiedzą, że zawsze pociągały mnie tak śliczne flakony i dbałość o szczegóły podania. To nie znaczy, że proste butelki omijam szerokim łukiem. Przecież w takich butelkach mam wiele świetnych zapachów. Uważam, że z szacunku dla odbiorcy, opakowanie powinno być dopracowane oraz dopasowane do proponowanej kompozycji.



Po krótkiej, acz intensywnej korespondencji z Viktorią Minya wiedziałam, że dostanę kompletny produkt. Byłam pewna, że sprawi zarówno mnie, jak i moim klientom wiele satysfakcji.


Hedonist to zdecydowanie zapach dla kobiety, która nie boi się określać głośno swoich pragnień. Co najważniejsze dokładnie wie czego oczekuje od życia. To zuchwała kreacja, która powoduje, że tłum rozstępuje się. Ona wchodzi na parkiet otulona w spojrzenia innych, którzy kryją się po kątach mrużąc powieki przed intensywnym złotym światłem.

Nie jest to zapach dla Pań celujących w delikatnych kompozycjach. Choć przedstawione nuty pomarańczy, bergamotki, brzoskwini mogłyby kusić koneserów owoców. To tylko otwarcie pierwszych sekund. Później wszystko staje się bardziej drapieżne i słodkie. Dzięki kwiatom jaśminu i wanilii zanurzonej w ciepłej kąpieli z rumu. W składzie znalazłam tytoń, ale nie mogę porównać go w żaden sposób z innymi tytoniowymi propozycjami. Co myślicie?



Hedonist jest pierwszą z kompozycji wydanych przez Viktorię Minya. Ja czekam na kolejne. :)



Znajdziesz tu: http://oryginaly.com/

środa, 24 kwietnia 2013

Reminiscence


Buteleczka niebiesko-turkusowa ze złotymi ozdobnikami. Korek - jak kryształek. Zawsze byłam, jak sroka. Uwagę moją absorbowały cukierkowe flakoniki, złocenia i błyskotki, ale to już wyznałam wcześniej. No taka uroda moja ;).

Reminiscence of Reminiscence Paris - dla mnie jest błękitno-złotą kumulacją zaspokajającą moje wymagania.



 Otwarcie tego zapachu, z grupy orientalno-drzewnych, zaskakuje delikatnością. Nie ma w nim tego ładunku strzelającego i uderzającego w nozdrza, lecz jest drewniana skrzyneczka, dokładnie ta w której zamknięto obłoki wspomnień. Zapach wyciskanej bergamotki - świeżej, iskrzącej, której sok rozgrzało popołudniowe słońce. Wyciągasz owoce, rozcierasz ukryte igiełki sosny i drewno tajemniczego pudełka. Wszystko nabiera żywicznej nuty, a podnosząc wieko jeszcze wyżej powolutku uwalniasz miękkie akordy jaśminu. Jednak kwiatów wrzucono niewiele, więc pod delikatnymi płatkami znajdujemy złoto ambry. Zmieszane z subtelną słodyczą wanilii, zanurzone w olejku paczuli - pozostawią na skórze zachwycający obłok kaszmirowych tkanin Orientu.

Ze względu na subtelność poszczególnych akordów zapach może stanowić wspaniały początek przygody z marką lub składnikami, które zostały tu złagodzone do przyjemnych  wspomnień.

Znajdziesz tu: http://oryginaly.com/

wtorek, 19 marca 2013

Menard Cosmetic Tsukika Massage Cream

Nowoczesny demakijaż, nie obejdzie się bez pielęgnacji. W dobie ciągłego braku czasu poszukujemy kosmetyków wielofunkcyjnych. Niestety często zdarza się, że jeśli coś jest do wszystkiego - jest do niczego...



Dobrze, że zdarzają się wyjątki. To niepozorne ascetyczne pudełko zawiera kwintesencję  kosmetyku praktycznego i mającego wysoką jakość.

Niewielka ilość kremu bardzo szybko i delikatnie rozsmarowuje się na skórze twarzy, nie wymaga nacisku i niepotrzebnego tarcia. Można zastosować muskający masaż delikatnie uciskając. Krem zamienia konsystencję na lekka oliwkę, którą wystarczy zmyć wodą, tonikiem lub (co zdecydowanie polecam) pianką z linii Tsukika. Zgodnie z filozofią marki Menard - traktuje naszą skórę delikatnie, a przy tym działa, jak należy.

Efekt - bardzo szybki, niezwykle dokładny demakijaż. Do tego cera jest nawilżona, co świetnie przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a także makijażu.

Zachwycam się marką Menard i zachwycać będę. Cieszę się, że mam to na półce Perfumerii i na swojej prywatnej. ;)

Znajdziesz tu: http://oryginaly.com/