Szukaj u nas

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabieg upiększający. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabieg upiększający. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lipca 2017

Zdrowa opalenizna. To nie mit

Dla wszystkich, których natura nie obdarzyła śniadą cerą. Dla wszystkich, którzy męczą się okrutnie, żeby złapać choć trochę słońca. Dla wszystkich, którzy chcieli by usłyszeć "Jaka opalenizna... Wracasz z urlopu?". Dla wszystkich, którzy lubią dbać o swoją skórę. Dla was właśnie mamy dobrą wiadomość.

Sun Care Super Tan Activator 3 in 1

Nasza ukochana Pupa Milano wypuściła ponownie na polski rynek aktywator opalenizny. Pojawił się w zeszłym roku w niewielkiej ilości jako limitowana seria. Dzisiaj jest w stałej ofercie. Ja ogromnie się cieszę. Kilka moich przyjaciółek oszalało na punkcie tego produktu. Klientki, które miały okazję testować aktywator w zeszłym roku - dzisiaj wracają, pytają nieśmiało. Mogę z uśmiechem odpowiedzieć "Jasne, że jest!" :)

Zapytacie, co takiego wyjątkowego jest w Sun Care Super Tan Activator 3 in 1, że ma stać się lekiem na nasze letnie kłopoty opalaniem się. 

Wyobraźcie sobie, że jedziemy na wakacje. Te wymarzone. Chcemy, żeby nasze nogi nie świeciły bladością. Tyle, że dwa dni z wykupionych wczasów spędzamy w podróży. Pierwszego dnia, chcąc nadrobić stracony czas, zajmujemy strategiczne miejsce przy basenie. Cały dzień na słońcu, bosko. Jak to się zwykle kończy dla naszych środkowoeuropejskich ciał? A no zwykle czerwonymi plamami na skórze. Piekącymi przy najdrobniejszym ruchu. Kolejne dni spędzamy szczelnie okryci pod parasolem. O reszcie mało przyjemnych konsekwencji nie wspomnę.

Cofnijmy się kilka kroków w naszej opowieści. Jesteśmy parę dni przed wyjazdem na wymarzone wakacje. Sięgamy po aktywator opalenizny. Wystarczy nałożyć bardzo przyjemny balsam na całe ciało i twarz. Zupełnie się nie klei. Ma subtelnie kokosowy zapach. Sama przyjemność. Przewińmy podróż i kwaterunek. Przed zajęciem pozycji na leżaku koniecznie używamy filtra. Efekt pożądanej pięknej, zdrowej opalenizny mamy murowany.

Marka zadbała o bardzo dobrą ochronę naszej skóry, wprowadzając świetną serię filtrów przeciwsłonecznych. Sama, jako etatowa córka młynarza, używam SPF 30 w sprayuMimo filtra, mimo tego, że urlop jeszcze daleko i pozostają mi spacery - moja skóra już odwdzięcza się ślicznym wakacyjnym odcieniem. Po raz pierwszy w życiu kontakt z mocnym słońcem nie oznacza ognistej czerwieni, która zamieniała się w opaleniznę zdecydowanie zbyt długo ;)

Moja strategia opalania? Wieczorem aktywator. Przed lenistwem na leżaku, szybka aplikacja filtra. Wystarczy pół godziny na słońcu w sobotę, później spacer w krótkich spodenkach. Kolejna rozsądna kąpiel słoneczna w niedzielę. Moja skóra nabiera oczekiwanego brązowego koloru. Dla mnie to zdecydowanie kosmetyk, bez którego nie wyobrażam sobie już lata.

wtorek, 21 czerwca 2016

Dokąd prowadzą ślady na poduszce?

Znacie to uczucie? Wstajecie rano. Pijecie sobie kawę. Odprawiacie wszystkie ukochane poranne rytuały, żeby oswoić niekoniecznie w porę przychodzący poranek. Po drobnych dwóch godzinach doturlacie się do pracy i słyszycie:
Oooo widzę, że niedawno Państwo wstali...

Szybki rzut oka do lustra. No tak. Wspomnienie poduszki nadal odbite na policzku. Niedobry policzek. Zdrajca. Kłamca. Starość. Ech.

Pomijam ocenę życzliwości bliźnich. Jakoś wolę się nie zagłębiać w mroki ludzkiego umysłu. Zwłaszcza przed południem. Natomiast twarz z odlewem poduszki? To już zastanawiające.

Zamiast się nad sobą użalać, postanowiłam opracować jakąś strategię dla moich niewiernych policzków. Równolegle, z moim mocnym postanowieniem poszukiwania remedium, do Perfumerii wkroczyli klienci. Potem posypały się maile. Ktoś wpadł na kawę. Zabiegany kurier przyniósł oczekiwaną paczkę. Nasz szalony drewniany zegar wskazał w końcu 17:00. W tej chwili marzyłam już tylko o relaksie w domowym zaciszu. Wyszłam na upał z moich klimatyzowanych wnętrz. Cały dzień opadł na mnie razem z pyłem wzbudzanym przez przejeżdżające auta.

Wieczorem, z całej gamy zabiegów upiększających, wybrałam ukochany serial. Zdążyłam wrzucić jeszcze do lodówki moją Slim Cera. Pomyślałam, że jutro przynajmniej ochłodzę się przed kolejnym gorącym i zapewne długim długim letnim dniem.

www.oryginaly.com


Poza nieodzowną kawą, rano zafundowałam sobie chłodny masaż Slim Cera. Efekt natychmiastowej pobudki gwarantowany. :) Wrażenia, jak z planu najnowszej reklamy popularnych miętówek także.

Coś jeszcze?

O niebiosa! Moja twarz wróciła na miejsce. Nie jestem zmięta. Żadnych śladów drzemki. Żegnaj poduszko! Od tygodnia niezmiennie pozostaję pod wrażeniem. Na stałe, do porannego kręcenia się po domu, dołączył nowy slimcerowy rytuał. Dodatkowo sprawdziłam - nie chłodzona Slim Cera również działa. Ona generalnie działa. W dodatku wystarczy używać jej kilka minut codziennie.

Obdzwoniłam wszystkie przyjaciółki. Zaordynowałam codzienny masaż. Czy się grzecznie posłuchały? Zobaczymy następnym razem, kiedy umówię się z nimi o dziesiątej na poranną kawę w Perfumerii. ;)