Szukaj u nas

środa, 30 listopada 2016

Diamentowy pył

Moja serdeczna koleżanka mawia, że idzie sobie domalować urodę. Zawsze lekko się uśmiecham do całej ironii tego zdania. No, ale cóż. No trafne jest. Przyznacie.

Makijaż, nawet pospieszny, potrafi zupełnie nas zmienić. Stwierdzam to każdego poranka, nakładając maskarę, eyeliner i róż. Odzyskuję twarz, znaną w codziennym służbowym świecie. Raz z rozpędu, w jakimś sennym widzie, nie pomalowałam rzęs. Nawet faceci zauważyli, że coś nie gra. Głosy dzieliły się na te, które z troską pytały dlaczego taka jestem niewyspana oraz na życzliwych pytających, jak to robię, że klawiatura nie odbija mi się na policzku.

Okazało się, że pospiesznie odprawiany rytuał dodaje mi jednak wyrazistości. Nie wspominając o pozorach wypoczęcia mimo bladego świtu.


Przyznam, że doceniłam też jakość kosmetyków, które pozwalają mi traktować makijaż bezrefleksyjnie i niedbale. Dbają o dobry efekt trochę za mnie. Dla mnie to ważne. A dla Was?

Przypomnijcie sobie wszystkie frustracje, kiedy zamiast idealnej twarzy wychodzi maska. Potem trzeba odczekać przed wyjściem, aż nasz wysiłek się wtopi w skórę. Będzie nadążał za mimiką. Nie cierpię tego momentu. Dlatego dla Perfumerii poszukujemy produktów, które nas zachwycą, zadziałają a pozostaną niezauważone. Natychmiast. Tym razem zachwyciła nas włoska marka makijażu Nebu Milano

NEBU BAKED FACE&BODY SATIN PLATINIUM
Nebu Baked Face&Body Satin Platinum

Przekonała nas nie tyle otoczka mediolańskiej marki. Choć jesteśmy łasi na takie smaczki, jak szlachetne opakowania uwieńczone kryształem Swarovskiego. Idealne pędzle. Blask 24 karatowego złota puderniczek. Włoski, niezwykle luksusowy rodowód.

Przekonała nas jakość. To ona powoduje błysk w oku Kariny, zaraz po nałożeniu wypiekanych pudrów Nebu. Wzbogacone diamentowym pyłem, zachowują wszystkie swoje właściwości odżywcze, nawilżające. Twarz natychmiast wygląda na zadbaną. Po prostu zadbaną. Nie perfekcyjnie umalowaną, ale luksusowo wypielęgnowaną. 

Mogę zapomnieć znów o maskarze. Co mi tam... I tak będę wyglądać, jak milion dolców w sztabkach złota!

wtorek, 21 czerwca 2016

Dokąd prowadzą ślady na poduszce?

Znacie to uczucie? Wstajecie rano. Pijecie sobie kawę. Odprawiacie wszystkie ukochane poranne rytuały, żeby oswoić niekoniecznie w porę przychodzący poranek. Po drobnych dwóch godzinach doturlacie się do pracy i słyszycie:
Oooo widzę, że niedawno Państwo wstali...

Szybki rzut oka do lustra. No tak. Wspomnienie poduszki nadal odbite na policzku. Niedobry policzek. Zdrajca. Kłamca. Starość. Ech.

Pomijam ocenę życzliwości bliźnich. Jakoś wolę się nie zagłębiać w mroki ludzkiego umysłu. Zwłaszcza przed południem. Natomiast twarz z odlewem poduszki? To już zastanawiające.

Zamiast się nad sobą użalać, postanowiłam opracować jakąś strategię dla moich niewiernych policzków. Równolegle, z moim mocnym postanowieniem poszukiwania remedium, do Perfumerii wkroczyli klienci. Potem posypały się maile. Ktoś wpadł na kawę. Zabiegany kurier przyniósł oczekiwaną paczkę. Nasz szalony drewniany zegar wskazał w końcu 17:00. W tej chwili marzyłam już tylko o relaksie w domowym zaciszu. Wyszłam na upał z moich klimatyzowanych wnętrz. Cały dzień opadł na mnie razem z pyłem wzbudzanym przez przejeżdżające auta.

Wieczorem, z całej gamy zabiegów upiększających, wybrałam ukochany serial. Zdążyłam wrzucić jeszcze do lodówki moją Slim Cera. Pomyślałam, że jutro przynajmniej ochłodzę się przed kolejnym gorącym i zapewne długim długim letnim dniem.

www.oryginaly.com


Poza nieodzowną kawą, rano zafundowałam sobie chłodny masaż Slim Cera. Efekt natychmiastowej pobudki gwarantowany. :) Wrażenia, jak z planu najnowszej reklamy popularnych miętówek także.

Coś jeszcze?

O niebiosa! Moja twarz wróciła na miejsce. Nie jestem zmięta. Żadnych śladów drzemki. Żegnaj poduszko! Od tygodnia niezmiennie pozostaję pod wrażeniem. Na stałe, do porannego kręcenia się po domu, dołączył nowy slimcerowy rytuał. Dodatkowo sprawdziłam - nie chłodzona Slim Cera również działa. Ona generalnie działa. W dodatku wystarczy używać jej kilka minut codziennie.

Obdzwoniłam wszystkie przyjaciółki. Zaordynowałam codzienny masaż. Czy się grzecznie posłuchały? Zobaczymy następnym razem, kiedy umówię się z nimi o dziesiątej na poranną kawę w Perfumerii. ;)








niedziela, 13 marca 2016

Jeroboam esencja magii perfum

Jak odnaleźć wspólny mianownik produktów firmowanych jednym logiem? Przeglądając nasze perfumeryjne półki czasem trudno złapać kontekst. Jedne marki mają podobny styl butelek. Inne gustują w bazowym zestawie esencji, z których tworzą małe dzieła sztuki. Czasem zaskakujące odmiennością kolejnych kompozycji, czasem przyjemnie stopniujące swoim miłośnikom natężenie ulubionego stylu.

Jeroboam Origino Parfum

U Kochalskich pojawiła się nowa marka Jeroboam Paris. Nazwa intrygująca. Z jednej strony związana z historią biblijną o królu odstępcy. Z drugiej strony to francuska miara objętości butelki wina. Może raczej butli - 3 litry to nie przelewki. :) Historia starożytna i kwintesencja francuskości. Niezwykle przewrotne połączenie. Prawda?

Przewrotność jest poszukiwanym dzisiaj clue, firmy założonej przez Francois Henin'a. Mówi, że ich zapachy są skrojone na miarę współczesnych miejskich nomadów. Pięć kompozycji w identycznych minimalistycznych czarnych flakonach, zwieńczonych oszczędnymi złotymi korkami. Piękne nawiązanie do Art Deco widoczne jest zarówno w liternictwie, jak i szlachetnym prostym projekcie butelek. A co wewnątrz? Poezja. Pięć tomów potyczki współczesności z klasyką. Każdy z nich opowiada odmienną barwną historię.

Origino w Esperanto oznacza pochodzenie. Zapach obdarzony tym imieniem w języku uniwersalnym - sięga początków koczowniczego życia ludzi. Tyle, że nie mamy czego szukać w inspiracjach ciężkimi zapachami wschodu i południa. Zapach jest lekki. Przejrzysty. Przyjemnie ciepły. Delikatnie cierpki. Lekko pikantny. Subtelny a skomplikowany. 


Oriento to mieszanka nowoczesnego wydania piżma oraz ponadczasowej kombinacji róży z oudem. Bogate, soczyste nuty róży przenikają serce, spajając ciepłe żywice słodkich królewskich kwiatów z egzotycznym i zmysłowym piżmem. A oudowa ciemna otoczka uwypukla przyciąganie się przeciwieństw.

Jeroboam Hauto Parfum

Henin, opisuje wanilię jako "bezwzględną broń uwodzicielskich dusz". Insulo jest więc bronią niebezpiecznie gładką i skuteczną. Kremowa, bogata wanilia przyprawiona wprawną ręką artysty gwarantuje precyzję oraz celność wrażenia. Intryguje. Niebanalnie inkrustowana jaśminem rękojeść, spoczywa harmonijnie w piżmowym futerale.

Hauto, to tyle co skóra. Opowieść o bywalcach kabaretów paryskich w szalonych latach dwudziestych. Pielęgnowali oni rytuał perfumowania wszystkich intymnych miejsc. Perfum to hołd złożony intymnemu rytuałowi. Bezwstydnie pociągająca kompozycja wyrazistych cytrusów i soczystych ananasów, których owocowa eksplozja otwiera nas na moc tuberozy. Nuta kochanki nocy jest wyrazista, lekko owinięta w tkany płatkami róż orientalny szlafrok. Jego bogaty ornament jest wyszywany nićmi egzotycznych przypraw. Delikatne akordy piżma, nieśmiało zsuwają atłas z ramion.

Jeroboam Miksado Parfum

Miksado jest absolutnie wyjątkowa, to harmonijna kompozycja owoców, nut korzennych oraz leśnych. Szlachetne żywiczne labdanum wydobywa śmiało drogocenny szafran, lekko muśnięty goryczką bergamotki. Pikanteria geranium osładza się w ciepłym blasku wanilii, piżma, paczuli, rozpalonych drzewem cedru i Gaiacu.

Co jeszcze? A pisałam, że to wszystko czyste perfumy? Niebywale trwałe. Oszczędnie aplikowane na skórę rozwijają się wiele godzin, trwając i trwając i trwając. Flakony 30 ml zostaną z Wami na długo, zdobiąc honorowe miejsce toaletki. Jestem pewna, że na to w pełni zasługują.